piątek, 9 listopada 2012

Bolesna zmiana

Mówią, że weekendy są najlepsze z całego tygodnia. Jak bardzo zakłamanymi istotami są. Tak trudno jest wybrać ulubiony dzień tygodnia, jak każdy dzień, jest jakby torturą. Jestem sama ze sobą, nie czuję żadnej duszy przy sobie. Opuszczona, zostawiam swój los w ręce... Właśnie... Czyje? Bóg ma dość mojego użalania się nad sobą, tak samo jak bliscy, którzy mówili, że będą przy mnie zawsze. Zawsze nie ma odstępstw. Dzisiaj też jest zawsze. Tak bardzo nie chce mi się już myśleć o innych, o sobie też nie, o niczym. Najchętniej leżałabym pogrążona w ciemności mojego teraźniejszego serca, pod ziemią, z płomieniami piekieł. Nie myślałabym o nikim. Śmiała się z cierpienia, bólu, a po twarzy spływałaby mi krew biedaków, którzy na mojej drodze stanęli.


Co jest ze mną? Kim ja teraz jestem? Tak niewiele czasu samotności wystarczyło mi, by stać się osobą na emocjonalnym wyczerpaniu i większymi problemami psychicznymi. Nie czuję się na siłach do życia. Nie jestem tym kim chcę być, więc jak mam się nazwać? Nie czuję, a może po prostu nie chcę czuć?
Moja własna ideologia według której żyję powoli się zmienia... Na gorszą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz