czwartek, 10 grudnia 2015

Kiedy umierasz

Ja nie wiem, ja chyba nie chce wiedzieć. Nie ufam, nie żyje. Nie mam nadziei. Boje się, wszystko powolutku powraca, a może to nigdy nie odeszło.
Znasz to uczucie, kiedy czujesz się nikim? Każdy, nawet najmniejszy krok, staje się milowy. serce krwawi przy każdym oddechu i słowie. Sztuczny uśmiech przyklejony cały dzień. Gdy spoglądasz w lustro, wiesz, ze nie masz szans, na życie z twoich marzeń. Nie chcesz się budzić, ale nie możesz zasnąć. Wszystko boli, każdy uszczypliwy komentarz. Powoli zaczynasz przestawać czuć cokolwiek. Miłość? Szczęście? Co to? Nie wierzysz  w nic. Spoglądasz na innych z zazdrością i wiesz ze nigdy nie będziesz taki jak oni. Stajesz się samotny. Odtrącasz wszystkich. Rodzinę, przyjaciół, miłość. Znów zadajesz sobie ból, próby zakończenia tego "wszystkiego". Zdarzają się dni, ze płaczesz, cały czas, zdarzają się dni, ze leżysz w łóżku, patrzysz na sufit i nic nie czujesz.
To nie tak, ze staje przed lustrem i mowie: "jesteś taka okropna", ja to czuje. Cale moje ciało ogarnia ta myśl, zginam się w pół, płaczę, lub po prostu stoję, pozbawiona emocji. I tak dzień w dzień od 2 miesięcy. Jedna głupia rzecz mnie złamała, a potem reszta przygniotła. Nie wiem, czy to cale uczucie ma jakiś sens dla innych, dla mnie ma. Czuje tylko beznadziejność i niechęć. Chce wypić dużo alkoholu, zagrzebać się w pościeli i płakać.
Nagle zaczynam rozumieć, ze minęło 19 lat mojego życia, a ja? Nic ważnego się nie wydarzyło i na to się nie zapowiada. Dalej będzie tak samo, monotonnie, smutno, nieidealnie.
I nie mam nikogo, nie mogę nikomu o tym powiedzieć. Uśmiecham się, ale nie rozumiem powodu. Wszyscy myślą, ze jest ok. Nie mogę powiedzieć tego swoim "przyjaciołom". Znają mnie długo, maja dość takich stanów. Nikt nie lubi ludzi z depresja, prawda?
A moja miłość? Próbuję jak tylko mogę przekazać co czuje, ale nie chce mu krzyknąć w twarz: "Mam depresje, sama nie dam rady, potrzebuje pomocy". On pomyśli, ze to moje głupie wymysły. Czuje się niezrozumiana przez niego, ale, kto mógłby mnie zrozumieć. Czy ktoś taki istnieje.
To chodzi za mną od 13 roku życia i trwało stosunkowo mocno do 17. Potem dwa lata serdecznego spokoju. Ale to się gdzieś ukrywało. W środku. I mały impuls. I znów. Wszystko sie powtarza. Juz nie daje rady. Moja psychika nie daje. Moje zdrowie fizyczne tez. Jest coraz gorzej.
Potrzebuje pomocy, zanim będzie za późno. Ale sama nie mogę się do tego zabrać, wydaje mi się bezsensowne. Czasem nadejdzie myśl, ze to czas, znaleźć pomoc, zrobić coś w dobra stronę. Ale ona ulatuje.
Cały czas myśl, o tym, ze lepiej pasuje mi śmierć niż życie.
Co sie dzieje?
Nie mam siły do walki....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz