Pierdolę taki związek, w którym ciągle czuję się nieszczęśliwa. To jakieś chore. Niby wielka miłość, o co to nie ja. A kurwa kiedy coś mi jest, to tak oczywiście, miej na mnie wyjebane. Nie zwracaj na mnie uwagi, bądź już kimś innym niż byłeś. Pamiętam te czasy kiedy byłam dla Ciebie wszystkim, kiedy byłeś gotów zrobić dla mnie wszystko ze wzajemnością. Ta wzajemność mi została. Ale od Ciebie już nic nie czuję. Boję się tych momentów, kiedy pokazujesz mi jak mało Ci na mnie zależy. Np. film jest ważniejszy, nie mogę go przerwać dla Ciebie, sorry. Co to ma być? Wiesz, że miałam bardzo mało miłości w domu, na początku naszego związku mówiłam Ci, ze jeśli mi nie masz zamiaru jej dawać, to lepiej nawet nie zaczynajmy, bo to bezsensu. Obiecałeś. Odpuściłeś. Teraz nie śpię. Przez Ciebie. Nie chce zwalać winy tylko na Ciebie.
Może to w większości moja wina?
Może jestem już tak nieznośna, że nie możesz ze mną wytrzymać? Pewnie tak.
Samoocena, którą niegdyś podwyższyłeś, znów spada w dół.
Dziękuję.
Jak zawsze dramatyzuje xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz